Jacek Szadkowski
www.huskyteam.pl
Raz, dwa, trzy, cztery... zmiana nogi i raz, dwa, trzy, cztery... miarowo odpycham się to jedną, to drugą nogę, regularnie przeskakując z prawej na lewą płozę. Wzrok wbity w ziemię, dłonie mocno zaciśnięte na pałąku sań. Jeżeli przestanę trafiać nogą w antypoślizgową podpórkę na płozie będzie to oznaczało, że kres możliwości mojego organizmu jest blisko. Kolejny raz będzie trzeba zweryfikować wolę ciała, które zacznie wysyłać ostrzegawcze sygnały i które będzie starało skoncentrować siły na elementarnych częściach organizmu, służących przeżyciu. Góra zdaje się nie mieć końca, a ja kolejny raz dałem się nabrać i źle oszacowałem jej wysokość. Przede mną 6 grzbietów, 6 charakterystycznie skręconych ogonów i 24 miarowo pracujące łapy. Moc... moc, dzięki której pokonujemy kolejne przewyższenie, niewyczerpana moc trenowanych miesiącami psów. Każdy inaczej zbudowany, każdy z inną psychiką, a jednak razem stanowimy maszynę, która niezmordowanie połyka kolejne kilometry trasy. Gdy osiągamy szczyt, padam kolanami na płozy, próbuję wyrównać oddech. Po chwili siła przyspieszenia wyrywa mi sanie z rąk. Psy już w swoim żywiole, już galopują, już pędzimy w dół...
Więcej…